Firma ogłasza go najlepszym pracownikiem. Tydzień później zwalnia go „dyscyplinarnie” — za opinie klientów o polityce zwrotów

Firma ogłasza go najlepszym pracownikiem. Tydzień później zwalnia go „dyscyplinarnie” — za opinie klientów o polityce zwrotów · Avonetics
Wyobraźcie sobie taki scenariusz: firma oficjalnie stawia cię na piedestale jako najlepszego pracownika, a chwilę później wyprowadza cię z budynku z etykietą zwolnienia „z winy pracownika”. Brzmi jak ponury żart z korporacyjnego piekła? To czyjaś rzeczywistość — i historia, od której wrze internet.
Bohater tej opowieści pracuje w obsłudze klienta. Wyniki ma świetne, w wewnętrznych rankingach figuruje jako top performer. Jest tylko jeden problem: oceny wystawiane przez klientów w ankietach spadają poniżej magicznego progu 90 procent.
Read nextZrobił mniej i dostał pochwałę. Kuriozalny przypadek z polskiego biura
I tu zaczyna się absurd. Klienci nie narzekają na jego pracę. Narzekają na politykę zwrotów firmy — coś, na co szeregowy konsultant nie ma najmniejszego wpływu. System jednak wrzuca wszystko do jednego worka: zła ocena to zła ocena, a winny jest ten, kto odebrał telefon.
Skalę problemu widać na firmowym zebraniu. Oceny lecą w dół w całej organizacji, a dział rozliczeń osiąga zawrotne 40 procent satysfakcji. Firma decentralizuje ten dział, więc jego fatalne wyniki rozlewają się na wszystkich. Mimo to konsekwencje spadają na pojedynczych ludzi.
Najmocniejszy wątek tej historii to jednak plan naprawczy — słynny PIP. Mężczyzna twierdzi, że o objęciu go planem dowiaduje się na dobre dopiero w ostatnim tygodniu pracy. Wcześniej dostaje ostrzeżenia, ale ówczesny szef mówi mu wprost: ignoruj je, świetnie sobie radzisz. Żadnego coachingu, żadnego wsparcia, żadnej rozmowy. Informacja zwrotna pojawia się dopiero wtedy, gdy zwolnienie jest już przygotowane.
W tle jest jeszcze coś. Tuż po dołączeniu do nowego zespołu mężczyzna słyszy, że odpowiada za obszar na poziomie seniorskim — bez szkolenia i wsparcia. Stres wywołuje u niego epizod zdrowotny i czterotygodniowe zwolnienie lekarskie. Po powrocie przez dwa tygodnie nie rozmawia z nim nikt, łącznie z przełożonym. Wsparcia szuka na czatach zespołowych, czując się — jak sam mówi — zostawiony na zasadzie „płyń albo toń”.
Potem następuje karuzela przełożonych: szef numer dwa, za którego kadencji zaczynają się pisemne upomnienia, ale o planie naprawczym nadal cisza; wreszcie szef numer trzy, przy którym prawda wychodzi na jaw — w ostatnim tygodniu zatrudnienia.
Your brand, right here.Reach story-obsessed listeners in 45+ languages → advertise on AvoneticsFinał jest brutalny. Zwolnienie „z winy pracownika” — termin, który w jego regionie rezerwuje się dla kradzieży czy kłamstwa. Odmowa wysłuchania jego wersji wydarzeń. I wisienka na torcie: wszystkie premie wstrzymane.
Internet nie zostawia na firmie suchej nitki. Jeden z komentujących streszcza mechanizm w trzech linijkach: firma pyta, czemu spada sprzedaż, pracownik i klient zgodnie mówią, że obsługa kuleje, a firma odpowiada, że oboje się mylą. Inny, sam zarządzający zespołem obsługi klienta, nazywa rzecz po imieniu: nierozróżnianie skarg na produkt od ocen pracy konsultanta to po prostu nieudolne zarządzanie. Pojawia się też cięższe oskarżenie — że prawdziwym powodem mogło być zwolnienie lekarskie, a PIP posłużył jako papierowa zasłona. „Obrzydliwe i bezprawne, ale trudne do udowodnienia” — pisze jeden z komentujących, radząc kontakt z prawnikiem.
Ale jest i druga strona barykady. Ktoś wytyka bohaterowi sprzeczność: najpierw twierdzi, że o planie naprawczym nie wiedział, potem przyznaje, że na nim był. „W momencie, gdy słyszysz PIP, powinieneś wiedzieć, że koniec nadchodzi niezależnie od wyników” — argumentuje. Inny dodaje chłodno, że zły pracodawca to żadna sensacja, a jeszcze inny kwituje: tytuł najlepszego pracownika nie znaczy nic, lizusostwo znaczy wszystko.
Zostaje pytanie, które dzieli komentujących na dwa obozy: czy to historia o bezprawnym odwecie, z którym trzeba iść do sądu, czy o człowieku, który zbyt długo ignorował sygnały nadciągającej katastrofy?
O to właśnie kłócą się prowadzący Fajrant — cała soczysta rozprawa nad tą historią czeka w najnowszym odcinku podcastu.